Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Rozdział 1.

Rozdział 1.

Rozdział 1.

Istnieje dziewięć ukrytych wiosek: Kamienia, Trawy, Wodospadu, Dźwięku, Deszczu, Chmur, Mgły, Piasku oraz Liścia.
Na początku, kiedy nikt nie znał jeszcze Bijuu, każda z wiosek miała po jednym ogoniastym stworze. Wiele lat temu to nie shinobi wybierali Jinchuuriki, aby zapieczętować w nich Demona, lecz one same znajdowały odpowiednie osoby, które łącząc się z nimi stawały się niemal niepokonane. Kiedy odkryto, jaką moc posiadają bestie, władcy wiosek postanowili użyć ich jako broni, aby zdobyć jak największą siłę przywłaszczając sobie pozostałe stwory. Władcy szybko spostrzegli, że ich wysiłki oraz poświęcone życia shinobi idą na marne. Bijuu po śmierci swego nosiciela przenosił się do ciała innego ninja z tego samego klanu, nie dając tym samym szans na umieszczenie go w ciele wybranego przez wioskę człowieka.
Feudalni domyślili się, że Bijuu przenosi się tylko między shinobi z jednego klanu. Zaczęły się łapanki, całe rodziny uciekały chcąc ratować własne życie. Ukrywali się w mniejszych wioskach nawet po dziś dzień.
Zanim feudalni się spostrzegli, prawie wszystkie bestie zniknęły, chcąc chronić wybrane przez siebie klany. Tylko dwa z nich pozostały w rodzinnych wioskach. Ichibi no Shukaku z Suny, oraz Hachibi no Hachimata z Konohy. Te dwa kraje najlepiej radziły sobie z zaistniałą sytuacją, nie traktowały swoich demonów jak narzędzia, czym te odpłacały się pełnym wsparciem ze swojej strony.
Każdy z dziewięciu demonów posiadał swojego seishi – strażnika. Strażnicy byli wybierani z pokolenia na pokolenie w jednym z klanów zamieszkałym w krainie ognia. Ich zadaniem było chronić Bijuu i ich Jinchuuriki za wszelką cenę, nawet za cenę własnego życia.

***

Kobieta leżała w szpitalnym łóżku wiedząc, iż nadchodzi dzień jej śmierci. Martwiło ją, że nie miała, komu przekazać skarbu należącego do ich klanu. Była ostatnia. Umierał ostatni członek klanu Satetsu, do którego należał słynny Trzeci Kazekage. Klanu, władającego żelaznym piaskiem.

***

19 stycznia

- Kazekage-sama, musimy zdecydować, co zrobić z Ichibi no Shukaku –przemówił jeden ze starszyzny wioski piasku.
- Hmm… -mruknął tylko, rudy mężczyzna. Przed jego oczami pojawił się złocisty kwiat, z którego powoli opadł płatek. Nie był pierwszy, ale wiedział, że również i nie ostatni.
- Po śmierci Satetsu Kurogane, stracimy panowanie nad demonem –wtrąciła niska kobieta, nie doczekawszy się reakcji- musimy znaleźć odpowiedniego Jinchuuriki i zapieczętować w nim Bijuu, zanim ten zniszczy Sune, tak jak próbowały to zrobić inne demony.
Do pomieszczenia wpadł Yashamaru, dysząc jakby go ktoś biczem popędzał.
- Kazekage-sama… Karura zaczęła rodzić –wysapał mężczyzna.
- Wrócimy do tej sprawy –oznajmił czerwono włosy wstając i w pośpiechu kierując się do wyjścia.
- Kazekage-sama –zatrzymała go surowym tonem kobieta- nie możemy odkładać tak ważnej sprawy!
- Zgadzam się –wtrącił siedzący obok niej mężczyzna- Kurogane może umrzeć w każdej chwili, nawet dzisiaj. Musimy wybrać Jinchuuriki. Natychmiast!
- Powiedziałem już, że do tego wrócimy.
Wyszedł nie czekając na kolejne sprzeciwy. Nie potrafił myśleć racjonalnie, jeśli chodziło o Karurę. Kwiat znów się pojawił. Martwił się, gdyż nie zostało na nim zbyt wielu złocistych płatków. Jego żona powinna urodzić dopiero za dwa miesiące, to nie wróżyło nic dobrego.
Dotarł do szpitala i od razu skierował się do odpowiedniej Sali. Karura leżała wyczerpana na łóżku, jej blond włosy były w nieładzie rozrzucone po poduszce.
- Spokojnie oddychaj… -mówiła raz po raz pielęgniarka.
- Czy to nie jest za wcześnie? –zapytał chwytając wyciągniętą w jego kierunku rękę żony.
- Spodziewaliśmy się tego, że Karura-sama urodzi wcześniej niż to planowaliśmy, ale nie aż tak wcześnie –jęknęła zrezygnowana.
- Jakie są szanse… -nie dokończył pytania, spojrzenie kobiety mówiło mu wszystko.
- To będzie ostatni raz, obiecuje –powiedziała lekarka- teraz, przyj!
- Ach!
Jej dłoń mocniej zacisnęła się na ręce męża, przed którym po raz kolejny ukazała się róża.
- To chłopiec –szepnęła kobieta- Karura-sama, to chłopiec.
- Chcę… chcę go zobaczyć –wysapała blondynka.
Pielęgniarka podała jej mieszczącego się na jednej ręce chłopca.
- …cóż za małe, słabe dziecko… -jęknęła gładząc delikatnie jego czerwone włoski-Cokolwiek się stanie, zawsze będę przy tobie… Gaara…
Spojrzała jeszcze na męża. W jej wzroku widział błaganie „Uratuj go!”. Opadł ostatni płatek pustynnej róży. Karura umarła. Jego Karura. Zostawiła go samego. Nie. Nie był sam. Podarowała mu trójkę wspaniałych dzieci. Temari, Kankurou, a teraz i Gaara.
- Chłopiec pożyje jeszcze, co najwyżej kilka minut– oznajmiła lekarka.
- Czy naprawdę nic nie da się zrobić.
- Przykro mi Kazekage-sama.
Stał wpatrując się w niewielką skuloną istotkę. W tym dziecku żyła jego żona, nie mógł pozwolić na to, aby i ono zmarło. Wziął synka na ręce, nagle do głowy wpadła mu pewna myśl. Trzymając delikatnie dziecko opuścił salę porodową. Nikt nie próbował go zatrzymać. Przeszedł do wschodniego skrzydła, w którym znajdowali się pacjenci w stanie przedagonalnym. Pewnym krokiem skierował się do odpowiednich drzwi, popędzany świstem wydobywającym się z ust niemowlęcia.
- Kazekage-sama?
W pokoju znajdowała się Chiyo wraz ze swym bratem Ebizou. Stali przy łóżku, w którym leżała kobieta o długich siwych włosach i twarzy mocno poznaczonej zmarszczkami.
- Czcigodna Kurogane –zaczął, staruszka skupiła na nim zamglony wzrok- Tylko Ty, możesz pomóc mojemu dziecku. Urodził się zbyt wcześnie, lekarze nie dają mu szans na przeżycie…
Kobieta uniosła ręce w jego kierunku, podszedł do niej i położył chłopca na wyciągniętych dłoniach.
- Jego imię? –zapytała ochryple.
- Gaara…
- Przed tobą ciężka droga do pokonania -jej głos cichł, na brzuchu dziecka własną krwią namalowała symbole pieczętujące Bijuu- Bądź silny, Gaara.


***

28 marca

W Kraju Ognia, w wiosce Konohagakure, w pewnym domu, w dzielnicy klanu Uchiha rodziło się nowe życie.
- Jest za wcześnie –jęknęła kobieta, chwyciła się obiema rękami za brzuch, na jej czole pojawiły się krople potu zlepiając wiśniowe włosy w pojedyncze kosmyki-Jeszcze miesiąc…
- Cii… kochanie… -szeptał mężczyzna, jego czarne oczy przemieszczały się z płaczącej córki, na rodzącą- jestem przy tobie, o nic się nie martw.
- Otou-sama –podszedł do nich chłopiec wyglądający na góra siedem lat.
- Koaru, zabierz Suzuno do Mikoto-san i biegnij po Hokage –zaczął prowadząc żonę do sypialni- Powiedz mu, że już się zaczęło.
- Hi! –odpowiedział złapał czteroletnią siostrę za rękę i wybiegł z nią z domu.
- Nii-san, czy nasza siostrzyczka jest chora? –zapytała dziewczynka ścierając wolną ręką łzy z policzków.
- Nie –odpowiedział pewnie, podchodząc do sąsiedniego domu- tylko urodzi się wcześniej.
- Dlaczego?
Uśmiechnął się na to pytanie, które dziewczynka powtarzała często odkąd zaczęła mówić. Zapukał do drzwi, które otworzył im chłopiec niewiele starszy od Suzuno, o czarnych włosach i tego samego koloru oczach, w których krył się jakiś nieokreślony smutek.
- Itachi-kun, jest może twoja mama?
Chłopiec zmierzył przybyłych poważnym jak na swój wiek wzrokiem i zawołał:
- Okaa-san!
Po chwili zza drzwi wyszła wysoka brunetka, trzymając jedną rękę na lekko zaokrąglonym brzuchu, pogłaskała syna po głowie.
- Koaru-kun, Suzuno-chan, co tu robicie tak późno? –zapytała rozpoznając gości.
- Czy Suzuno mogłaby zostać tu dzisiaj?
- Oczywiście kochanie. Czy coś się stało? –zapytała z obawą, spoglądając na dziewczynkę, która zdejmowała buty.
- Mama zaczęła wcześniej rodzić –odpowiedział- Przepraszam, ale muszę jeszcze zawiadomić Hokage-sama.
- Oczywiście biegnij. Itachi zabierz Suzuno-chan do swojego pokoju –uśmiechnęła się czule do chłopca.
- Suzuno –zatrzymał ją jeszcze Koaru. Spojrzała na niego swoimi różanymi wszechwiedzącymi oczami- wszystko będzie dobrze.
Uśmiechnęła się na jego słowa. Zmierzwił jej różowe włosy i wybiegł, wołając krótkie „Arigatou, Mikoto-san!”
Biegł mijając bramę dzielnicy Uchiha, dotarcie do domu Hokage nie zajęło mu wiele czasu. Zapukał do drzwi, które otworzyła kobieta o długich miedzianych włosach. Jej błękitne spojrzenie tylko na chwilę zatrzymało się na twarzy chłopca.
- Minato, to syn Hokuro i Riki!
Dotarł do nich łoskot i krzątanina. Kobieta uśmiechnęła się na ten dźwięk wpuszczając gościa.
- Mama zaczęła rodzić, ojciec kazał mi jak najszybciej zawiadomić Hokage-sama–zaczął wyjaśniać, kiedy na korytarz wpadł wysoki mężczyzna zakładając na siebie w pośpiechu granatowy golf, który zakrył jego twarz.
- Kushina, pomóż mi, utknąłem.
Po domu rozniósł się jej perlisty śmiech. Pomogła oswobodzić blond czuprynę i zaczerwienioną twarz.
- Czy Rika-san nie miała rodzić za miesiąc? –zapytał wciągając w pośpiechu buty i wybiegając z domu.

***

Hokuro siedział przy łóżku żony, która co jakiś czas mocniej ściskała jego rękę. To było jej trzecie dziecko. Jej malutka córeczka bardzo spieszyła się na świat. Rika wiedziała, dlaczego. Jeszcze zanim zaszła w ciąże dowiedziała się, że choruje na bardzo rzadką i nieuleczalną chorobę, która z każdym dniem pochłaniała duże ilości chakry. Gdyby nie Hachibi no Hachimata, umarłaby dużo wcześniej. Ośmioogoniasta robiła wszystko, aby utrzymać swoją towarzyszkę przy życiu. Zbliżał się jej limit. Dziecko musi urodzić się wcześniej, inaczej zginą obydwie.
- Hokuro –jęknęła czując zbliżający się skurcz- Ja…
- Cii, kochanie –szepnął gładząc jej rękę- Minato niedługo tu będzie.
- Posłuchaj mnie… -spróbowała znowu.
- Nie, to Ty posłuchaj –warknął, w jego oczach aktywował się sharingan- Nie pozwolę Ci odejść. Nie po tym wszystkim, co razem przeszliśmy.
Kobieta nagle uświadomiła sobie, że była naiwna sądząc, iż ukryje to, co się z nią działo, przed najbliższą sobie osobą.
- Hachi wybrała to dziecko na następnego Jinchuuriki –wyznała na jednym oddechu-To jest nieuniknione. Nie zmienisz tego, Hokuro.
- Jestem strażnikiem. Poświęcę własne życie, jeśli…
Kobieta pokręciła z rezygnacją głową, po czym skierowała szmaragdowe spojrzenie na zawziętą twarz męża.
- Gdyby istniało inne wyjście, Hachibi natychmiast by je wykorzystała –zauważyła trzeźwo, chwilę później jej twarz wykrzywił grymas bólu.
Skórcze były coraz częstsze. Oboje wiedzieli, że bez pomocy Hokage ten poród może zakończyć się tragicznie.
- To dziecko, Hokuro. Od teraz będziesz jej strażnikiem –jej głos stał się lekko ochrypły- Chroń ją tak, jak nigdy wcześniej nie chroniłeś mnie.
Milczał. Jego serce krwawiło. Nie chciał dziecka, które odbierało mu Rikę. Nie chciał jej stracić.
Nagle do pomieszczenia wpadł Yondaime.
- Minato, musimy się pospieszyć –jęknął brunet- nie zostało dużo czasu.
Blondyn kiwnął głową i podszedł do łóżka formułując odpowiednie pieczęci, w tym samym momencie do pokoju wparowała zdyszana Kushina, a zaraz za nią Koaru.
- Mogłeś przynajmniej uprzedzić, że masz zamiar użyć tej techniki –wydyszała rozmasowując kolkę- Koaru-kun omal nie zszedł na zawał, gdy tak nagle zniknąłeś.
- Kushina-sama –jęknął zażenowany chłopiec.
- No, już nie koloryzuj kotku, lepiej pomóż.
Kushina podciągnęła koszulę rodzącej odsłaniając okrągły brzuch. Hokage namalował na nim symbole pieczętujące.
- Ach, Minato-san! –krzyknęła ostrzegawczo, Rika.
- Wiem, wiem –westchnął, jego spojrzenie przeniosło się na bladego siedmiolatka-Koaru-kun najlepiej będzie, jeśli teraz wyjdziesz.
Kiwnął powoli głową i opuścił pokój.

***

Zza drzwi dobiegały różne krzyki, głównie jego matki. Nikt nie spodziewał się, że ten poród może trwać tak długo. Dopiero po godzinie Koaru usłyszał nowy dźwięk. Kwilenie noworodka. Sądził, że skoro dziecko już się urodziło, to za chwilę wszystko się trochę uspokoi. Kiedy to jednak nie nastąpiło, cicho wślizgnął się do pokoju. Jego spojrzenie natychmiast skierowało się na łóżko. Po prawej stronie biały jak ściana stał ojciec, podpierając żonę, która znów zaczęła przeć. Po drugiej stronie odwrócony do Koaru plecami stał Czwarty Hokage. Jego dłonie były złączone, pod nosem mruczał inkantacje. To jego żona, Kushina odbierała poród.
Coś mu się nie zgadzało. Podszedł do kołyski, z której wydobywał się płacz. Leżało w niej dziecko. Dziewczynka. Jej skóra była lekko zaczerwieniona, na głowie miała wyraźne czarne włoski. Małe rączki, co chwila zaciskała w piąstki. Koaru wyciągnął rękę i umieścił palec w tej malutkiej rączce, która czując ciepło, natychmiast zacisnęła się z niezwykłą siłą. Płacz ustał, a maleńkie powieki powoli się uniosły ukazując czarne węgielki. Na moment zatopił się w jej oczach. Dopiero po chwili zauważył, że w pomieszczeniu nastała cisza. Odwrócił się w stronę grupki zebranej przy łóżku matki. Najbliżej niego stałą Kushina, w dłoniach trzymała drugie dziecko. Wszyscy zaskoczeni wpatrywali się w nie z niedowierzaniem wymalowanym na twarzach. W tym czasie zielone bystre oczka, przemieszczały się powoli po całym pomieszczeniu, zatrzymując się na chwilę przy każdej twarzy. Nad czołem dziewczynki zwisały kosmyki różowych włosków. Oddychała równomiernie, nawet nie myśląc o tym by się rozpłakać.
- Dwie dziewczynki –zaśmiał się blondyn, przerywając ciszę.
Oczy młodszej od razu przeniosły się na niego, a starsza zaczęła płakać przestraszona tym nagłym dźwiękiem.
- Sakura –szepnęła Rika. Leżała bezwładnie w łóżku wpatrując się w dziecko trzymane przez jej przyjaciółkę.
- A starsza? –zapytała uśmiechając się i podając jej córkę.
- Tenshi –Powiedział natychmiast Koaru, nadal trzymany przez siostrę w żelaznym uścisku.
Matka kiwnęła głową na zgodę.
- Sakura i Tenshi. Przepiękne imiona –oświadczyła ruda.
- Kto by pomyślał –Minato objął żonę- Macie czwórkę cudownych dzieci. A wszystkie trzy wasze córki są równie prześliczne.
Rika spojrzała na swoje najmłodsze dziecko. Dziewczynka była jej lustrzanym odbiciem. Jej oczy. Intensywnie zielone tęczówki wpatrzone w nią z takim zainteresowaniem. Sakura.
„Dbaj o nią. Dobrze?”
„Wiesz, że będę.” Odpowiedział jej spokojny kobiecy głos. „Ze mną będzie bezpieczna.”
Kobieta zamknęła oczy. Delikatny uśmiech nie zniknął nawet wtedy, gdy ciało opuszczała jej najlepsza przyjaciółka, która była z nią zawsze. Przy jej narodzinach, a teraz także przy jej śmierci.
- Sakura –dźwięk tak cichy, że tylko klęczący przy niej Hokuro go usłyszał.
Jej szmaragdowe oczy, które już nigdy nie miały się otworzyć, usta, które nie miały się więcej odzywać.
Sakura zaczęła płakać.
- Rika…


Głosuj (0)

Suzuno 14/12/2012 19:29:15 [Powrót] Komentuj


Świetna notka ;) Wszystko tak ładnie opisane ;d Na początku trochę się gubiłam w tych wszystkich nowych imionach ,ale da się to jakoś ogarnąć ;) Czekam na następną :)
aoi 14/12/2012 20:44:46
| brak www IP: 85.221.149.40

Jej! Po prostu cudownie! Wszystko jest szczegółowo i pięknie opisane! Mam nadzieje, że kolejny rozdział się nie długo pojawi ^.-
Sakura14 14/12/2012 19:52:08
| brak www IP: 85.221.149.40




Strona Główna

Uchiha Klan


*Ksiega Gości*
*Dodaj do Księgi



*Dodaj do Ulubionych*

2012
Grudzień


>8011<

ContaC:


Zgubieni:



Inne:


powered by: blog4u.pl Namęczyła się przy html'u POZIOMA